Wydma Piłata.

środa, 1 października 2014

Na wydmę można wspiąć się po schodach
Po krótkim wypoczynku w Arcachon ruszyłyśmy do La Test-de-Buch, gdzie znajduje się Dune du Pyla, która była moim głównym podróżniczym celem, zanim jeszcze pojawiłam się w Bordeaux.

Transport z Arcachon, z powodu niewielkiej odległości, nie był skomplikowany -  wystarczyło wsiąść do autobusu i voilà! W kilka chwil znalazłyśmy się u stóp piaskowego potwora.

Nazwa wydmy pochodzi od Piłata (Pilat). Jest to największa pod względem objętości piasku i wysokości wydma w Europie. Ta majestatyczna królowa ma 2,7 kilometra długości, 500 metrów szerokości  oraz osiąga wysokość 110 metrów nad poziomem morza. I uwaga! Stale rośnie!

Gdy spaceruje się po wydmie, można poczuć się jak na pustyni- wciąż piasek, piasek, piasek i jeszcze więcej piasku! Gdy dotarłyśmy na samą górę, naszym oczom ukazał się taki oto widok:

Spójrzcie w lewo- poznajecie tę latarnię? Tak, to Phare du Cap Ferret, którą odwiedziłyśmy wcześniej!  



Ciekawym doświadczeniem było spojrzeć na wybrzeże z dwóch różnych stron- najpierw z cypelka Cap Ferret, skąd mogłyśmy oglądać wydmę w pełnej jej okazałości(-->klik) , a następnie być na samej wydmie, czuć pod stopami gorący piasek i jednocześnie spojrzeć na Cap Ferret oraz na latarnię, którą odwiedziłyśmy kilka dni wcześniej.
Z Cap Ferret "Pyla" wydawała się nam tak bliska, że Natala z Thomasem śmiali się, że z łatwością możemy przepłynąć z jednego brzegu na drugi. Będąc jednak na wydmie zgodnie stwierdziłyśmy, że byłoby to niemożliwe ;).

Wydmę otacza ogromna ilość lasów, przez co jest idealnym miejscem na wyciszenie i spotkanie z naturą.
Bo jak się tu nie uśmiechać, widząc, że na świecie są tak piękne miejsca? :)


Hej ho, hej ho, przez pustynię by się szło!
Jeżeli będziecie w południowo-zachodniej Francji- musicie odwiedzić Dune du Pyla! Chętnie spędziłabym tam więcej czasu z książką, kocem i czymś zimnym do picia, albo sama ze swoimi myślami, bo widoki, z każdej strony wydmy, były zachwycające. Jest to też idealne miejsce na dłuuugi spacer, wśród piasku, wody, błękitu nieba- widząc takie miejsca, uśmiecham się sama do siebie i wtedy wiem, po co żyję i po co spełniam swoje marzenia.


My niestety nie miałyśmy zbyt wiele czasu, bo jak już wcześniej Wam wspominałam - dojazd do Arcachon i do Dune du Pyla z Bordeaux nie jest zbyt prosty (chyba że się skorzysta z drogiego pociągu, czego my, rzecz jasna, chciałyśmy uniknąć). Dlatego też jak już wcześniej planowałyśmy, postanowiłyśmy poszukać dobrej wylotówki i złapać stopa, pierwszy raz w swoim życiu! Tak naprawdę to chciałyśmy się wprawić przed planowaną dłuższą stopową podróżą do Tuluzy i Carcassonne, którą miałyśmy odbyć dwa dni później i sprawdzić czy stop we Francji ma rację bytu.
Ok, stoimy. Ale co dalej?
Pamiętam to jak dzisiaj, było.. zabawnie. Nie mogłyśmy się przemóc, ale trzeba było jakoś uciec ze środka szybkiej drogi.. Kciuk do przodu, uśmiech i czekamy na bonne chance ! :)
Pierwszy kierowca stwierdził, że podwiezie nas do centrum La Test-de-Buch, wprost na.. pociąg do Bordeaux. Zrezygnowane, niedoświadczone w stopowaniu, stwierdziłyśmy - ok, przecież i tak nikt inny się nie zatrzyma, może stop to nie był zbyt mądry pomysł?  Podziękowałyśmy za pomoc i prosto z dworca, na którym wysadził nas starszy pan, na przekór jego radom, pomaszerowałyśmy szukać kolejnego wyjazdu z miasta.
Kierunek: Bordeaux! Mimo dziwnego spotkania z do dzisiaj nieodgadnionym dla nas chłopakiem po drodze, który próbował pokierować nas na odpowiednią wylotówkę, pytając o to, czy mówimy po angielsku, po czym nie rozumiejąc z angielskiego kompletnie nic ( Russia? Not!) , udało nam się spotkać dwóch sympatycznych Francuzów, którzy pokazali nam dobre miejsce do łapania stopa. Nie musiałyśmy długo czekać na bezpośredni transport do Bordeaux- godzina podróży minęła nam w towarzystwie miłego, gadatliwego Francuza, pana w starszym wieku, bardzo narzekającego na francuskie prawo, prawników ( wyobraźcie sobie jego minę, gdy dowiedział się, że do Francji przyjechałyśmy studiować.. prawo), na korupcję i politykę. To była dobra podróż i całkiem niezły czas jak na pierwszą przygodę ze stopem - do akademika wróciłyśmy w bardzo przyzwoitej godzinie, zmęczone ale i pełne optymizmu przed czekającą nas podróżą do Carcasonne, o czym opowiem Wam w kolejnym poście.. po powrocie z Marsylii, którą zamierzamy podbić w ten weekend!
Trzymajcie za nas kciuki!


2 komentarze:

diane pisze...

Bardzo zazdro! Cieszę się Bebu, że łapiesz szczęscie za frak. NIe puszczaj!

Natalia Z pisze...

Wpadaj do mnie! Czekam :D a jak nie przyjedziesz to ja wpadam do Angers :):D

Prześlij komentarz